scianolaz-po-pracy blog

    Twój nowy blog

    Świat jest piekny i wspaniały! A tak na srio: Rozpocząłem współpracę z nową fimą (grupatibia.pl) i mamy od czorta roboty. Co ważne ciekawej bo Wo. wybiera małe obiekty, więc robi się je szybko i leci na nastepny. Poza tym z powrotem biegam po dachach o nachyleniu ok.45′, czyli w linach.   Kupuję „szpej”. Na razie tylko uprząż i może shunta, ale zawsze jakiś początek.

    Generalnie świat się zrobił piękny, bo dużo się dzieje. I o to chodziło!!

    „Ale czy powinienem?”

     
    Gram. Od bardzo zresztą dawna gram. Przed innymi, ale też przed sobą, gram takiego jakim wydaje mi się że było by lepiej być. Dlaczego? Chyba przede wszystkim dlatego że szukam czegoś co już było. Był taki czas że w moim życiu były na raz uczucie i adrenalina. Dawno temu zresztą. A teraz jak się tak dobrze przyjrzeć… Adrenaliny szukam na każdym kroku, zwłaszcza w pracy. Praca nie pociągająca za sobą ryzyka jest nudna i nie wytrzumuję w niej długo. Z drugiej strony tłumaczę sobie uparcie że nie nadaję się do żadnych trwałych związków, zresztą w takowych też nie wytrzymuję.  

     
    Czy wyjściem jest powtórka z takiego połączenia jak kiedyś, czy można sobie jakoś załatwić „detox” od adrenaliny? Wątpię żeby to drugie było możliwe. Więc na razie znowu podejmę tą samą decyzję: Niech się dzieje, co ma się dziać, poczekam co z tego wyniknie. 

    Być może się myle. Jak myślicie?

    Nie jest aż tak źle! Jutro o 09.00 zaczynam kolejne zlecenie, od razu będzie po co wstawać. A generalną przyczyną niechciejstwa to jest zima. Podobno człowiem ma 90ileś% genów wspólne z niedźwiedziem. To oznacza że pociąg do zapadania w sen zimowy ma sens…

    A tak z innej bajki motywacyjnej: Wstań! Przeładuj! Idż dalej!

    Prawie zawsze działa

    Jakoś od dłuższego czasu nie mogę się zebrać żeby coś napisać, a przecież działo się kilka rzeczy.

     
    Więc może da radę w skrócie? Znalazła mnie nowa praca, na alpinistyce. Konkretnie to na razie odśnieżam dachy. Śmiesznie jest i nieżle płacą, opis pojawi się na „Ścianołazach” jak już dam radę go wysmażyć. Znalazła mnie również stara znajoma, więc i towarzystwo trochę się zmieniło. 

    Sporo myślę ostatnio, co tak właściwie robię, co powinienem robić… Tyle że jakoś ograniczam się do myślenia. Nic mi się nie chce, jak nie mam roboty to w nocy siedzę przed kompem, a w dzień śpię. Brak motywacji, jak nic.

    To na razie chyba wszystko co mogę napisać, jak mi przyjdzie do głowy coś więcej, to zamieszczę.

    Więc raz na jakiś czas będę publikował jej złote myśli. Oto pierwsza:

    Posiadnie, zatwierdzonego eksperymentami, Pecha Życiowego uczy zaradności, pozwala zdobywać nowe umiejętności (od topienia śniegu celem nabycia wody do przepłukania kibla… po nakłonienie modemu internetowego, by działał…) i ogólnie sprawia, że z życiowej pierdoły stajemy się „twardą sztuką”, która na kolejne niepowodzenia reaguje spokojem, opanowaniem i tylko czasem posłaniem potężnej „K***wy” w eter…
    Jednak, gdy do Pecha Życiowego dodamy Głupotę Własną i na dodatek organizm występuje zbrojnie przeciwko nam… Najtwardsza „twarda sztuka” staje się z powrotem tylko „życiową pierdołą”…

    I w związku z tym wreszcie skończyliśmy zlecenie. Koniec wstawania przed 06.00 rano. Ulżyło mi. A teraz zostało jeszcze ponadrabiać to, na co wcześniej nie było czasu. Na razie psia buda u Bagheery. Potem sprzątanie w pokoju, kręcenie maku, przy okazji uporządkować kompa… Troszkę się tego zebrało. A swoją drogą szef mnie zszokował. Ja rozumiem że nie jest to nieśmiertelny Wojciech F, ale żeby paczka świąteczna? Jednak B. naprawde dba o ludzi… I mu się to opłaca. I z tym optymistycznym podejściem czekamy na nastepne zlecenia w styczniu!

    Pisałem poprzednio jakieś straszne wieki temu. Po prostu najpierw nie miałem sieci, a potem to i czasu.
    Pracuję pod Warszawą (W Komorowie) i w tygodniu nie mam czasu ani siły żeby siadać do Sieci.
    Za to weekendy spędzam w różnych dziwnych a dalekich miejscach, ostatnio głównie w Łodzi, w Gnieżdzie.
    A tak przy okazjii to ja sie chwalę: Zespół „Phono Faber” (Czyli dawny Ciąg Dalszy Nastąpił, oraz Grom na wokalu) na festiwalu Łódzkie Inspiracje Szantowe zdobył zarówno pierwsze miejsce jak i nagrodę publiczności. Więcej się nie dało.

    W poniedziałek zaczynam zlecenie. Na końcu świata co prawda, ale co tam. Będę ponad godzinę jechał do pracy, ale warto. I pewnie długo potrwa. Do tego w sobotę jedziemy z Gr0mem do Białegostoku, w przyszłym miesiącu gdzieś jeszcze… I na dodatek szykuje się na poważnie praca z zespolem. Żyć nie umierać!
    Tylko niech się uda…

    Miał do mnie tydzień temu dzwonić szef, żębym szedł do pracy. Nie zadzwonił. Miał wczoraj dzwonic gość ktury mnie chce zatrudnić. Nie dzwonił. Za poprzednie zlecenie nie zapłacili.. A ja, tak jak rok temu, siedzę w miejscu i nie wiem jak się z niego ruszyć. Nie rozumiem tego, to co rok musi być taki pieprznik?

    Spaliłem zasilacz od komputera. I w dodatku nie bardzo mam czas pisać.
    Zastępuję pewnego łosia w PH GTC, czyli prościej mówiąc wożę pizze. Zuzło mi wyjechało i mnie szlag trafia, ale na szczęcie w czwartek będzie już z powrotem. To i tyle na rzie do pisania.
    A jak już naprawię komputer, to będę pisał dalej


    • RSS