W czwartek musiałem popracować piętnaście godzin, ale dzięki temu w piątek oddałem zlecenie. Po południu, po pracy, odebrałem zaliczkę, potem jak zwykle z M. na piwko. Następnie nieśpiesznie poszedłem do Gniazda na koncert Mordewindów. Tam spotkałem znajomych, spędziłem wieczór na całkiem fajnej imprezie. W sobotę wstałem rano, pojechałem do Zegrza, załadowaliśmy się z ekipą na DeZetę… Co prawda wiatr kiepski, deszcze itd, ale i tak było świetnie. Wieczorem na koncert Mikołaja Firleta do Przechyłów. Nieśpieszna niedziela, kończąca się dwiema godzinami grania w kosza. Jutro znów do pracy.
Tak powinien wyglądać każdy weekend. Za tydzień Serwy, za dwa w sobotę ścianka, w niedzielę kosz… Dobrze jest!