Przez ostatni prawie miesiąc na przemian grzałem się w cieplutkim łóżku lub wannie, latałem na iprezy, generalnie opierniczałem się na wszelkie możliwe sposoby. Nawet pisać mi się nie chciało, zresztą nie bardzo było o czym. A teraz wybuchła Zima. Taka właśnie z wielkiej litery. Jutro jeszcze zrobię sobie małe zleconko i pójdę do Przechyłów, ale potem… Dzwonił do mnie I. z planami. Chcą mnie  na trzy miesiące zaprząc do odśnieżania, do granic możliwości, ile wlezie. To ja już wiem że to moje opierniczanie się nie było takie głupie. Ciekaw jestem co wyjdzie z takiej zimy. Na razie wiem że nie będzie czasu myśleć o czym innym zapewne, trzeba będzie się wyłączyć trochę ze świata. To chyba nawet dobrze, wątpię żeby mi to zaszkodziło.