Tak jakoś przez ostatni tydzień było mi generalnie w życiu źle. Z przyczyn w zasadzie subiektywnych: spodziewałem się wypłaty która będzie dopiero po świętach. Do tego się zaangażowałem uczuciowo i ostatecznie dostałem kopa. W takim razie najwyższa pora była pozamiatać sobie w głowie. Zapaliłem kilka świeczek, przemyślałem sytuację. Odpaliłem kompa i pograłem pod ostrą bojową muzę, dla odmiany nie myśląc. Zmieniłem minialnie wystrój pokoju, pomazałem trochę po ścianach. I wiecie co? Może i ten świat nie jest do końca taki zajebisty jak bym chciał, może nawet chwilami jest naprawdę do rzyci… Ale ja sobie cholera jak zawsze poradze. Wstałem, przeładowałem… I biegnę dalej.
Go! Go! Go!