scianolaz-po-pracy blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 1.2010

    „Ale czy powinienem?”

     
    Gram. Od bardzo zresztą dawna gram. Przed innymi, ale też przed sobą, gram takiego jakim wydaje mi się że było by lepiej być. Dlaczego? Chyba przede wszystkim dlatego że szukam czegoś co już było. Był taki czas że w moim życiu były na raz uczucie i adrenalina. Dawno temu zresztą. A teraz jak się tak dobrze przyjrzeć… Adrenaliny szukam na każdym kroku, zwłaszcza w pracy. Praca nie pociągająca za sobą ryzyka jest nudna i nie wytrzumuję w niej długo. Z drugiej strony tłumaczę sobie uparcie że nie nadaję się do żadnych trwałych związków, zresztą w takowych też nie wytrzymuję.  

     
    Czy wyjściem jest powtórka z takiego połączenia jak kiedyś, czy można sobie jakoś załatwić „detox” od adrenaliny? Wątpię żeby to drugie było możliwe. Więc na razie znowu podejmę tą samą decyzję: Niech się dzieje, co ma się dziać, poczekam co z tego wyniknie. 

    Być może się myle. Jak myślicie?

    Nie jest aż tak źle! Jutro o 09.00 zaczynam kolejne zlecenie, od razu będzie po co wstawać. A generalną przyczyną niechciejstwa to jest zima. Podobno człowiem ma 90ileś% genów wspólne z niedźwiedziem. To oznacza że pociąg do zapadania w sen zimowy ma sens…

    A tak z innej bajki motywacyjnej: Wstań! Przeładuj! Idż dalej!

    Prawie zawsze działa

    Jakoś od dłuższego czasu nie mogę się zebrać żeby coś napisać, a przecież działo się kilka rzeczy.

     
    Więc może da radę w skrócie? Znalazła mnie nowa praca, na alpinistyce. Konkretnie to na razie odśnieżam dachy. Śmiesznie jest i nieżle płacą, opis pojawi się na „Ścianołazach” jak już dam radę go wysmażyć. Znalazła mnie również stara znajoma, więc i towarzystwo trochę się zmieniło. 

    Sporo myślę ostatnio, co tak właściwie robię, co powinienem robić… Tyle że jakoś ograniczam się do myślenia. Nic mi się nie chce, jak nie mam roboty to w nocy siedzę przed kompem, a w dzień śpię. Brak motywacji, jak nic.

    To na razie chyba wszystko co mogę napisać, jak mi przyjdzie do głowy coś więcej, to zamieszczę.

    Więc raz na jakiś czas będę publikował jej złote myśli. Oto pierwsza:

    Posiadnie, zatwierdzonego eksperymentami, Pecha Życiowego uczy zaradności, pozwala zdobywać nowe umiejętności (od topienia śniegu celem nabycia wody do przepłukania kibla… po nakłonienie modemu internetowego, by działał…) i ogólnie sprawia, że z życiowej pierdoły stajemy się „twardą sztuką”, która na kolejne niepowodzenia reaguje spokojem, opanowaniem i tylko czasem posłaniem potężnej „K***wy” w eter…
    Jednak, gdy do Pecha Życiowego dodamy Głupotę Własną i na dodatek organizm występuje zbrojnie przeciwko nam… Najtwardsza „twarda sztuka” staje się z powrotem tylko „życiową pierdołą”…


    • RSS