I w związku z tym wreszcie skończyliśmy zlecenie. Koniec wstawania przed 06.00 rano. Ulżyło mi. A teraz zostało jeszcze ponadrabiać to, na co wcześniej nie było czasu. Na razie psia buda u Bagheery. Potem sprzątanie w pokoju, kręcenie maku, przy okazji uporządkować kompa… Troszkę się tego zebrało. A swoją drogą szef mnie zszokował. Ja rozumiem że nie jest to nieśmiertelny Wojciech F, ale żeby paczka świąteczna? Jednak B. naprawde dba o ludzi… I mu się to opłaca. I z tym optymistycznym podejściem czekamy na nastepne zlecenia w styczniu!