W czwartek musiałem popracować piętnaście godzin, ale dzięki temu w piątek oddałem zlecenie. Po południu, po pracy, odebrałem zaliczkę, potem jak zwykle z M. na piwko. Następnie nieśpiesznie poszedłem do Gniazda na koncert Mordewindów. Tam spotkałem znajomych, spędziłem wieczór na całkiem fajnej imprezie. W sobotę wstałem rano, pojechałem do Zegrza, załadowaliśmy się z ekipą na DeZetę... Co prawda wiatr kiepski, deszcze itd, ale i tak było świetnie. Wieczorem na koncert Mikołaja Firleta do Przechyłów. Nieśpieszna niedziela, kończąca się dwiema godzinami grania w kosza. Jutro znów do pracy.
Tak powinien wyglądać każdy weekend. Za tydzień Serwy, za dwa w sobotę ścianka, w niedzielę kosz... Dobrze jest!
Od kilku tygodni pracuję po pięć-sześć dni w tygodniu. Na budowie, kładę sieci instalacji przeciwpożarowych, oraz ochrony. Po dziesięć godzin dziennie plus dojazdy. I w sumie nagle na nic nie mam czasu. Ale się opłaci. W sierpniu Serwy, w listopadzie Bałtyk na "Zawiszy Czarnym"... Do kompletu właśnie zostaję majstrem. Przyszłość zawodowa maluje sie wspaniale. Trzeba tylko przetrwać najcięższy okres, czyli ten teraz, początek. Potem będzie tylko lepiej :)
skomentuj (0)Po trzech miesiącach postanowiłem jednak rozstać się z Izą. Jakie były dokładnie tego powody pozostaje moją słodką tajemnicą (I mam nadzieję, że tak pozostanie) I mimo że jest mi zdecydowanie lepiej, czuję się jakoś ponuro. W dodatku, jak się okazuje, jest ładnych pare osób, które robią mi wyrzuty, próbują dociekać przyczyn, itd. Kochani, to jednak jest moje życie i moje decyzje. Jak się okazuję Harry nie nadaje sie do stałego związku, bo za szybko go trafia szlag... Pozostaje tylko przejść nad tym do porządku dziennego.
skomentuj (0)Święta minęły, Beltane dopiero co też... I jakoś w międzyczasie życie zrobiło się fajniejsze. Nie tylko dlatego, że jestem z Izą, ale ogólnie jakoś. Ciepło, słonko świeci, praca się jakoś kręci. Właśnie, praca. Niestety trzeba zmienić pracodawcę (Znowu), ale to mniejsza. Trzeba za to kupić nowy szpej, a to już niestety kawał wydatków. Na razie instaluję okienka, jeżdżę do B, obijam się, imprezuję na ogniskach.. Tylko jakieś żagle by się przydały!
skomentuj (0)
Przyszła, cholera... A ja siedzę w robocie, czsem w Przechyłach.. i czuję się jakoś tak staro. wiem, że jak minie troche czasu to mi przejdzie ale... Jak to powiedziała A. trzeba "świeżego mięsa". A może w ogóle nowego tematu w życiu? Po ostatnich doświadczeniach, trochę strach..
A całość, znowu, przez Gr0ma, i ten kawałek:
Nowy rok chiński przed chwilą minął, dzisiaj przyszedł wielki ciepły front i ciepłym szkwałem zdmuchnął resztki śniegu. W powietrzu czuje się wiosnę. A w głowie nagle same pozytywne myśli i wiara w to że teraz już będzie lepiej.
Bo przecież musi, w końcu... Wiosna!
Chciałbym móc powiedzieć, że nie miałem kiedy pisać. Niestety, po prostu nie bardzo jest ostatnio o czym.
Wreszcie mnie jednak ten stan rzeczy poirytował. Od Nowego roku siedzę na tyłku i rdzewieję. Liny to zaraz zapomnę jak wyglądają. Cóż, ja rozumiem, są roztopy, odśnieżać nie ma czego, na inne prace za mokro.. Ale, cholera, ile można nic nie robić!
Teraz, zamiast mieć co robić i zarabiać, nudzę się i popadam w długi.
Ja wiem, jak zwykle się wyrówna jak przyjdą zlecenia. Tylko trochę nie rozumiem jak to się dzieje. W zeszłym roku współpracowałem z jedną, fatalnie płacącą firmą. Śniegu i roboty było co nie miara. Teraz, jak zacząłem zarabiać na odśnieżaniu porządne dniówki, śniegu nie ma. Pech, klątwa, czy ki... członek.
Mam do odebrania jeszcze jedną wypłatę za zeszły rok u kolegi dla którego pracowałem. Zmienił numer telefonu, nowego nie odbiera, na maile nie odpisuje. No totalny opór materii normalnie.
Generalnie dopada mnie powoli chandra. Jajka na twardo pękają w garnku, torebki z herbatą okazują się dziurawe itd.
Macie jakieś metody na takie czasy? Bo mnie się chyba wyczerpały..